Fru na północ – Göteborg

Fru na północ – Göteborg

Po długiej przerwie spowodowanej zaleganiem po uszy w pracy licencjackiej i świecie XVII wiecznej Hiszpanii w końcówce maja wreszcie udało mi się gdzieś wyfrunąć. Później niestety znów było sporo roboty, dlatego też wpis znajduje się tutaj ze sporym opóźnieniem 😉

Tak wygląda nasza granica z Morzem Bałtyckim ;)
Tak wygląda nasza granica z Morzem Bałtyckim 😉

Zapraszam dziś na podróż do drugiego największego miasta Szwecji, czyli Göteborga!

Im dalej las, tym bardziej las, czyli Szwecja
Im dalej w las, tym bardziej las, czyli Szwecja

Cel podróży wydaje się dość dziwny, bo pewnie mało kto w ogóle o tym mieście słyszał. Już chyba Malmö zyskało większą sławę dzięki częstym promocjom biletów w tamtym kierunku. Niedawno lotnisko we Wrocławiu uruchomiło połączenia do Göteborga i właśnie dlatego postanowiłam udać się ponownie w skandynawskie regiony. Z jednej strony sama Skandynawia kojarzy się z takim nieprzystępnym regionem, gdzie jest zimno i dziwnie jak na wakacje, ale z drugiej ma w sobie coś, co od mojej pierwszej wizyty tam bardzo przyciąga mnie do powrotów.

Centrum miasta
Centrum miasta

Göteborg to miasto wielkościowo położone gdzieś pomiędzy Wrocławiem, a Warszawą. Takie dość duże, ale w sumie niewielkie. Jest gdzie spacerować i odpoczywać, ale gdyby ktoś szukał większych wrażeń czy miejsc, które warto zwiedzić, to lepiej obrać inny kierunek. Największą atrakcją dla żądnych przygód jest z pewnością największy park rozrywki w Skandynawii, Liseberg i to by było na tyle.

Przemysłowy horyzont Göteborga o zmroku
Przemysłowy horyzont Göteborga o zmroku

Wedle moich obeserwacji poczynionych w ciągu tych trzech dni, żyje się tam raczej miło i spokojnie. Ani razu nie usłyszałam klaksonu, ani dzwonków wzburzonego tramwaju. Nikt nikomu nie wchodzi, ani nie wjeżdża w drogę. Chcesz przejść przez ulicę, wszyscy się zatrzymują, na spokojnie.

Jedna z niebieskich błyskawic
Jedna z niebieskich błyskawic sunących po mieście

Pierwszy dzień pozwolił na spokojne zapoznanać się z miastem i był czasem, w którym najbardziej się opaliłam. Tak, tak, na północy Europy temperatury dobijały do 30 stopni w końcówce maja, wspaniale :). Przewędrowaliśmy przez dzielnicę Haga, która naszym zdaniem zasługuje w pełni na miano katowickiego Nikiszowca w Szwecji. Haga była niegdyś osiedlem robotniczym, a teraz staje się klimatycznym miejscem, wypełnionym po brzegi kawiarenkami, w których kupić można największe szwedzkie bułeczki cynamonowe. To z nich słynie Göteborg poza tym, że jest siedzibą Volvo, posiada najbrzydszy wieżowiec jaki można było sobie wyobrazić i jest ojczyzną melodic death metalu.

Jedna z uliczek w Hadze
Jedna z uliczek w Hadze
Wystawka w jednej z kawiarni :)
Wystawka w jednej z kawiarni 🙂
Piękne i ogromne krzaki rododendronów :D
Piękne i ogromne krzaki rododendronów 😀
Fiskkorka - targ, na którym można dostać świeże ryby i owoce morza
Feskekorka – targ, na którym można dostać świeże ryby i owoce morza
Jedno ze stoisk na targu
Jedno ze stoisk na targu
Wnętrze targu
Wnętrze targu

img_7374

Widok z wielkiej skały wyrastającej w centrum miasta
Widok z wielkiej skały wyrastającej w centrum miasta
Najbrzydszy wieżowiec
Najbrzydszy wieżowiec
Największe kanelbullar
Największe kanelbullar (hagabullen)
Kawiarnia z największymi bułeczkami cynamonowymi
Kawiarnia z największymi bułeczkami cynamonowymi
Haga
Haga

Tego też pierwszego dnia potwierdziły się informacje na temat kawy, które znalazłam w przewodniku. Kawa jako istotny element życia i każdej podróży nie może być pominięta. A w szwedzkich knajpkach kawę dostaniecie w ilości hurtowej, z tym że przelewową i mega słabą. Plus jest taki, że po jednej opłacie dolewać można sobie ile dusza zapragnie. Dla miłośników normalnej (czyt. mocnej) kawy polecam się rozejrzeć za jakąś kawiarnią sieciową (zazwyczaj jestem sceptyczna, ale sytuacja akurat mnie do tego zmusiła), chociaż tych jest jak na lekarstwo.

Kanelbullar <3
Kanelbullar <3

Spacerowaliśmy sobie powolnie, dość chaotycznie i bez większego planu. W mieście jakby się mogło wydawać do zobaczenia zbyt wiele nie było, ale za to odległości jakie dzieliły te rzeczy, które zobaczyć warto oraz dość wysoka temperatura zwaliły nas z nóg stosunkowo wcześnie.

img_7408

Muzeum Miejskie Göteborga
Muzeum Miejskie Göteborga
Muzeum miejskie nad rzeką
Muzeum miejskie nad rzeką

img_7414

Widoki ze skansenu Kronan
Widoki ze skansenu Kronan
Fredriks kyrka - Kościół Oskara Fryderyka na drodze do naszego noclegu
Fredriks kyrka – Kościół Oskara Fryderyka na drodze do naszego noclegu

Następnego dnia pojawił się pomysł zwiedzenia pobliskich wysp (Southern Archipelago of Götheborg). Toteż w planie była przejażdżka pierw trwamwajem do przystani, a potem promem. Znakomita większośc osób jadących tramwajem plan miała podobny, z tą różnicą że oni po dojechaniu do stacji końcowej przesiedli się na swoje prywatne łodzie i jachty (nasz stoi akurat w innym państwie :p).

Przystań w Saltholmen
Przystań w Saltholmen

img_7473

Ciekawskie ptaszynki
Ciekawskie ptaszynki

Po dojechaniu do Saltholmen obeszliśmy sobie okolice i obejrzeliśmy zasoby portowe, a później zjedliśmy conieco na jednej z przybrzeżnych wysp, na które można się przedostać po kładce. Kawa przy porcie i można było ruszać w drogę (dla oszczędnych polecam wskoczyć na prom od razu po tym jak wysiądzie się z tramwaju – można jechać na jednym bilecie, który jest ważny przez półtorej godziny). Oczywiście chcieliśmy zrobić sobie niespodziankę i wyspę, na którą się udaliśmy wybraliśmy dopiero w kolejce do promu. Padło na Brännö, gdzie według kłamliwych grafik wuja Google miał znajdować się domek z latarnią. Fotografia wyglądała tak kusząco, że chciałam stać się posiadaczką takiej samej, z tym że własnej…

Widoczki z promu
Widoczki z promu

Po około pół godzinie dojechaliśmy na wyspę i podążyliśmy za wskazówkami na mapie. Idąc długą leśną ścieżką postanowiliśmy w końcu zapytać Pani kroczącej za nami, czy orientuje się gdzie owa latarnia się znajduje i czy aby na pewno droga, którą idziemy to ta odpowiednia. Niestety okazało się, że dla Pani też jest to pierwszy raz na Brännö. Ale kilka minut po zawróciła by przekazać mi radosną nowinę wskazując palcem na drobny punkcik na naszym horyzoncie. Tak. Moja latarnia istnieje, z tym że kilkanaście km ode mnie i zrobienie jej zdjęcia jest możliwe, ale chyba tylko z wody. W między czasie nad naszymi głowami zaczęły kłębić się deszczowe chmury. Podjęliśmy rozpaczliwe próby przeprawy przez mniejsze wysepki do tej jednej jedynej, ale zakończyły się one marnie biorąc pod uwagę moje adidasy, które zatopiłam całkowicie w błocie, które z poczatku wydawało się dość stabilnym terenem…  Nieprędko zaczęło padać i zakończyliśmy naszą wycieczkę bez zrobienia upragnionego zdjęcia. Wyspy są fajne, ale pod warunkiem, że ma się tam domek i rower.

img_7508 img_7523

Dzień trzeci i zarazem ostatni uświetniła burza z ulewą, która postanowiła w końcu odwiedzić mieszkańców Skandynawii. Podobno mocniej nie padało już od dwóch tygodni, także czas najwyższy. Rzutem na taśmę udało nam się w ostatnich promieniach słońca zobaczyć jakąś 1/5 tutejszego ogrodu botanicznego (botaniska). Gdybym mieszkała w Göteborgu z pewnością prócz odwiedzania kolejnych wysp, odkrywałabym też kolejne zakamarki tego pięknego ogrodu. Gorąco polecam Wam zajrzeć, jeśli będziecie w okolicy.

PS dodatkowo niech zachęci Was fakt, że jest darmowy. Ewentualne wpłacenie 10 lub 20 koron na prace w ogrodzie jest dobrowolne. Ogród botaniczny we Wrocławiu mógłby się wiele od naszych szwedzkich sąsiadów nauczyć 😀

img_7555 img_7579 img_7586 img_7590 img_7594 img_7602 img_7624

Nie mam dziś żadnych złotych myśli, ani refleksji powyjazdowych. Fajnie było tam być i znów zaznaczyć na mapie jakiś nowy szlak. Fajnie było znów spróbować chlebka polarbröd i dobrego wędzonego łososia. Po dłuższym zastanowieniu, nawet ta kawa przelewowa nie była taka zła. Muszę przyznać że te 100zł wydane na bilety w dwie strony, to było całkiem dobrze zainwestowane 100zł i gdyby natrafiła się Wam taka okazja, to jedźcie i korzystajcie z pięknej, szwedzkiej przyrody.

img_7265 img_7383