Przemarszu po stolicy ciąg dalszy

Przemarszu po stolicy ciąg dalszy

Czemu akurat życie jak w Madrycie to życie pozbawione trosk i zmartwień? Też mnie to zastanawia i spędza sen z powiek. Moje poszukiwania doprowadziły mnie jednak do najprostszego wniosku, a mianowicie, bo tak.

Nie ma co narzekać, Madryt to bardzo eleganckie miasto. Co prawda wolałabym może, żeby to było życie jak na jakiejś greckiej wyspie, ale mniejsza o moje priorytety i upodobania.

Bardzo spodobały mi się tabliczki z nazwami ulic, więc wstawiam zdjęcia
Bardzo spodobały mi się tabliczki z nazwami ulic, więc wstawiam zdjęcia

img_5087
Dzień drugi i trzeci spędziłam trochę na dalszym zwiedzaniu, a trochę na chowaniu się przed deszczem. Gdyby pogoda była inna, to jeden dzień mogłabym poświęcić na wycieczkę do Toledo lub Segovii, dokąd z Madrytu dojedziemy w  godzinę, ale tak się w moim przypadku nie stało 🙁
Wychodząc z mojego hostelu, porozglądałam się po finansowym centrum miasta, dystrykcie Tetuán. Mój hostel, a właściwie sypialnia, znajdował się w groźnie wyglądającym podziemiu tego regionu, ale udało się z niego wyjść cało i to nawet kilka razy. Docelowo pokoiki w hostelu wynajmowane są pracownikom pobliskich biurowców, żeby mogli się zdrzemnąć w czasie siesty, jak na prawowitych Hiszpanów przystało. Było to powiązane z tym, że panowała tam bezwzględna cisza i ciemność 24h/dobę, ale przeżyłam tę niedogodność i brak jakiegokolwiek kontaktu ze światem po wejściu do łóżka. Grunt, że miałam ogrzewanie, które po tak długim pobycie w Hiszpanii stoi na samym początku mojej piramidy potrzeb.

Hiszpanie nie gęsi, swe biurowce mają
Hiszpanie nie gęsi, swe biurowce mają
Chociaż jak na moje oko trochę takie starodawne to nowoczesne budownictwo
Chociaż jak na moje oko, trochę takie starodawne to nowoczesne budownictwo
Mnogość klimatyzatorów, wykonawca fotografii to oczywiście ja
Mnogość klimatyzatorów, wykonawca fotografii to oczywiście ja

Gdy już dotarłam metrem do bardziej cywilizowanej części miasta, znalazłam się nieopodal Opery, skąd po śniadaniu przespacerowałam się ponownie pod Palacio Real zobaczyć zmianę warty. Plan był taki, by później  zobaczyć most, Puente de Segovia (lubię mosty), ale moja mapka pogodowa niepokojąco powiadamiała o zbliżającym się deszczu.

Opera - stacja metra
Opera – stacja metra
Budynek opery
Budynek opery
Zmiana warty pod Palacio Real
Zmiana warty pod Palacio Real

Zmiana warty pod Palacio Real
Zatem, zanim niebo pokryło się szarymi barwami i lunęło, a po ulicach rozlali się randomowi i bardzo nachalni sprzedawcy parasolek, spacerowałam sobie Gran Vią, żeby móc się jej lepiej przypatrzeć. W końcu niecodziennie jest taka okazja. Była akurat sobota i przez wszystkie ulice przetaczały się niezliczone ilości ludzi. Już w piątek było ich dużo, ale w sobotę zrobiło się już bardzo tłocznie.
W tym smutnym z powodu ciemnych chmur, lecz zaludnionym klimacie powędrowałam sobie pod Muzeum Prado, a później do pięknego Parku Retiro, gdzie mieści się Palacio de Cristal, pałac całkowicie zbudowany ze szkła. Cel jego powstania był taki, że chciano zaprezentować Hiszpanię reszcie Europy jako potęgę. Trochę sobie postał, a potem popadł w ruinę, to, co widzimy dziś jest rekonstrukcją pierwowzoru z wieku XIX.

Muzeum Prado i kolejka do niego
Muzeum Prado i kolejka do niego
Park Retiro
Park Retiro i niebezpiecznie gęste chmury
Park Retiro
Park Retiro – sztuczne jezioro
Palacio de Cristal
Palacio de Cristal
Palacio de Cristal
Palacio de Cristal – pewnie lepiej wyglądałby latem, ale nie jest źle

Muszę przyznać, że weekend nie jest najszczęśliwszym czasem do odwiedzin stolicy, bo kolejki są takie, że wejść nie da się nigdzie. Moje obawy się potwierdziły, Hiszpanie wygrywają z nami w konkurencji tworzenia kolejek. Chodzi nawet taka plotka, że rodzą się już ustawieni w kolejce i coś w tym naprawdę jest.

Kolejka, która zajmuje drugie miejsce pod względem długości
Kolejka, która zajmuje drugie miejsce pod względem długości

Po oględzinach pałacu, łódeczek i zostaniu zaczepioną przez Panią, która zbierała podpisy pod jakąś petycją (to było chyba najgorsze, gdzie się nie pójdzie, zawsze ktoś zaczepia i albo zachęca do zakupu czegoś, albo podpisu, czego nie znoszę) zaczęłam maszerować w stronę wyjścia. Niestety nie udało się uciec przeznaczeniu i Puerta de Alcalá została ujrzana już podczas wielkiej ulewy, która właśnie nawiedziła miasto. Nazwa brzmi ładnie, ale w rzeczywistości wyznacza drogę, którą należało kiedyś wyruszyć, by dotrzeć do pobliskiej miejscowości  Alcalá de Henares.

Puerta de Alcalá
Puerta de Alcalá

Na szczęście szybkim marszem przemierzyłam madryckie ulice i sprytnie ukryłam się w bardzo dużym Primarku mieszczącym się w ścisłym centrum. Tam też było mnóstwo ludzi, ale chociaż było sucho. Tego dnia niestety nie robiłam już nic ciekawego, deszcz nie zamierzał przestać, a ja nie zamierzałam moknąć, więc poszliśmy na kompromis i wyruszyłam na miasto dopiero kolejnego dnia, w niedzielę. Lot miałam wieczorem, więc mogłam sobie na taki układ pozwolić.

https://www.youtube.com/watch?v=avRhzkWisJM — tu można zobaczyć jak wygląda ów Primark, a robi on wrażenie i dla wielu jest sporą atrakcją.

img_5156

W niedzielny poranek udałam się bardziej na północ miasta, zobaczyć stadion jednej z potęg hiszpańskiego futbolu, Realu Madryt. Tam dla odmiany meandrowała potężna kolejka, a przebrane w koszulki zawodników postacie z bajek zachęcały do zrobienia sobie z nimi zdjęcia. Ja jednak poskąpiłam 30 euro na wejście z wycieczką po obiekcie i poszłam dalej.

Bezkonkurencyjna kolejka pod Santiago Bernabeu
Bezkonkurencyjna kolejka pod Estadio Santiago Bernabeu

Idąc przed siebie znalazłam się w miejscu, które widziałam wcześniej na pocztówce, na Plaza Castilla, gdzie stoją sobie słynne pochylone bliźniacze wieżowce i inne szklane budynki.

Wieżowce Puerta de Europa
Wieżowce Puerta de Europa i ich kolega pochłaniany przez potężną chmurę
Plaza Castilla
Plaza Castilla

Stamtąd wróciłam metrem do centrum i ostatni raz znalazłam się na Plaza Mayor. W mniej znanych uliczkach poszukałam miejsca na dobry obiad i tak trafiłam do TukTuka, gdzie zaserwowałam sobie azjatycki makaron, takie bardzo niehiszpańskie pożegnanie ze stolicą, ale za to naprawdę dobre.

Plaza Mayor
Plaza Mayor
Mój obiad
Mój obiad

Po jedzeniu ruszyłam do metra, odebrać mój bagaż ze skrytki w hostelu, a później na lotnisko, gdzie musiałam przeczekać do późnych pór wieczorowych. Oczywiście nie obyło się bez przygód, mianowicie po przylocie do Jerez groził mi nocleg na dworze, co było mi bardzo nie na rękę, bo kolejnego dnia o 10.00 musiałam znaleźć się na uczelni. Niestety pociągi w mojej części Andaluzji przestają jeździć w okolicach 22.00, a ja przylatywałam godzinę później. Jeśli ktoś poczuł się urażony badaniami opinii publicznej dotyczącymi miejsca docelowego podróży pasażerów lecących do Jerez z Madrytu, to bardzo przepraszam. Działałam w dobrej wierze i w swoim interesie.

Na szczęście są na świecie dobrzy ludzie i mój misterny plan wypalił. Zdobyłam nową znajomą, tym razem z Kolumbii, która zgodziła się mnie zabrać. Okazało się, że właśnie wraca ze swojego domu rodzinnego, który odwiedziła pierwszy raz od ośmiu lat. Po przylocie na miejsce okazało się, że przyjechali po nią jej koledzy z Kuby. W aucie było jeszcze śmieszniej, bo jeden z nich studiował filologię czeską i spędził w Czechach siedem lat, więc mówił do mnie po czesku twierdząc, że to prawie to samo, co polski. Tego dnia jednak nic mi już nie przeszkadzało i byłam w stanie komunikować się w każdym języku, byle tylko w nocy znaleźć się w moim zimnym pokoju w Kadyksie, co udało mi się osiągnąć.

Ahoj przygodo!

  • Aleksandra Stępińska

    Hahaha najlepszy dzien jaki kiedykolwiek moglam sobie wyobrazic <3

    • Przyznaj, że zazdrościsz tej wycieczki po Primarku :>>