Szklana Dama północy – La Coruña

Szklana Dama północy – La Coruña

 

Z jednej strony miasto przemysłowe, a z drugiej szklana miejscowość ze słoneczną duszą. Zdecydowanie, La Coruña ma w sobie to coś, czego czasem odnaleźć nie można nawet w najsłynniejszych i największych miastach. Może właśnie dlatego, że nie jest aż tak znane i nie snułam wobec niego żadnych oczekiwań? Jedyne skojarzenie, jakie miałam, to, że będzie to taki większy Kadyks północy, bo Coru też jest częściowo półwyspem, leżącym dokładnie po przeciwnej stronie na mapie Hiszpanii. Gdybym miała to miasto spersonifikować, to byłaby to taka biała, krucha dama, której długie blond włosy falują na wietrze. Tak mi się kojarzy i tak widzę je oczyma wyobraźni 😀 Trochę przez pryzmat zabudowy, trochę właśnie przez położenie nad Oceanem Atlantyckim, gdzie o wietrzną, zmienną pogodę nietrudno. Poza tym wpadłam na pomysł odwiedzin tamtego rejonu, bo bardzo spodobała mi się nazwa, wymawia się ją tak przyjemnie 😀

Oto Coru, nawet kształt ma czadowy!
Oto Coru, nawet kształt ma czadowy!

Wszystko zaczęło się na stacji, gdzie wyrzucił mnie pociąg. Szłam, szłam i szłam, wokół roztaczał się industrialny krajobraz, port handlowy, blokowiska, mosty, droga. Też tak czasem macie, że spacerując, docieracie do punktu, w którym wydaje Wam się, że to koniec i nic ładnego, ani ciekawego już Was nie spotka? Mnie towarzyszyło to przeczucie, ale na szczęście było złudne, o czym przekonałam się pod koniec tego 2 km spaceru.

Wiadukt na przedmieściach
Wiadukt na przedmieściach
Trasa z dworca
Trasa z dworca

Stare miasto to czego zwyczaj, labirynt chaotycznie złączonych ze sobą uliczek, wzdłuż których wyrastają raz mniej, a raz bardziej przeszklone domy.

Stare miasto

Przemierzając je bez szczególnego planu, dotarłam do Placu Marii Pity*, gdzie mieści się bajkowy budynek urzędu miejskiego i gdzie rozpoczęto już przygotowania do ustawiania zimowych atrakcji dla mieszkańców.

Pomnik Marysii Pity
Pomnik Marysii Pity
Plac Marii Pity
Plac Marii Pity

W jednej z odchodzących od niego ulic zauważyłam przepełniony ludźmi bar, o którym wspominały mi moje znajome z roku, które spędziły w La Coruñii swojego erasmusa. Żal było nie wejść, więc pozwoliłam sobie i tu przetestować moje ulubione kalmary z tortillą. To chyba najtańsze tapas, jakie udało mi się dostać w Hiszpanii, bo ceny nie przekraczały 1.50 euro. Muszę przyznać, że tłumy słusznie wypełniały jego przestrzeń i nie pożałowałam tej przekąski.

La Bombilla - wejście do baru
La Bombilla – wejście do baru
Jedzonko <3
Jedzonko <3
Wnętrze baru
Wnętrze baru

Skręciłam w stronę portu turystycznego, wzdłuż którego rozciągają się piękne, białe galerie, które są zbudowane z żelaza i szkła. Budynki, których tyły można podziwiać miały za zadanie przepełniać wnętrza słońcem, którego nie jest tu aż tak dużo, jak na południu. Całość tworzy niesamowitą mozaikę i to właśnie dzięki temu pejzażowi miasto zyskało swój szklany przydomek.

Galerie przy porcie
Galerie przy porcie

img_2969

Port i Pani Mewa
Port i Pani Mewa
Jeden z budynków
Jeden z budynków w odmiennym kolorze

Później udałam się nadmorskim deptakiem w kierunku Wieży Herkulesa, należącej do światowego dziedzictwa UNESCO. Jest to najstarsza działająca latarnia morska, skonstruowana dawno, dawno, bo ponad 2000 lat temu, przez Rzymian na niewielkim wzgórzu, na które z łatwością można się wspiąć i z którego można podziwiać niesamowite widoki na Zatokę 🙂

Wspinając się na wzgórze
Wspinając się na wzgórze
Wieża Herkulesa
Wieża Herkulesa
Panorama na ocean
Panorama na ocean
Róża wiatrów
Róża wiatrów

Wejście na wieżę kosztuje 3 euro i też warto się tam udać. Turystów nie było prawie w ogóle, chyba tylko ja byłam w stanie wpaść na tak dziwny pomysł, jakim była ta wycieczka, jeszcze w listopadzie, gdzie prawdopodobieństwo deszczowej pogody jest olbrzymie 😀

Widok na miasto z Wieży Herkulesa
Widok na miasto z Wieży Herkulesa

Wracając z koniuszka La Coruñii, przyuważyłam, że przez cały deptak biegną tory tramwajowe i z zaciekawieniem wypatrywałam przyjazdu, ale niestety się nie doczekałam. Okazało się, że tramwaj był i jeździł, ale już go zlikwidowano, bo szkoda im wykładać pieniędzy na remont torowiska. Tym sposobem najdłuższą promenadę nadmorską (9 km) w Europie można pokonać tylko i wyłącznie na piechotę. Wielka szkoda, bo jeśli ma się na zwiedzenie wszystkiego tylko jeden dzień, to z pewnością chętnie bym skorzystała z podwózki, a tak to znów musiałam robić maraton i wszędzie się spieszyć…

Jedna z plaż miejskich przy deptaku
Jedna z plaż miejskich przy deptaku
Kolorowe budynki napotkane w drodze powrotnej
Kolorowe budynki napotkane w drodze powrotnej
Pomnik surferów przy promenadzie
Pomnik surferów przy promenadzie
Plaża miejska
Plaża miejska
Jedna z ulic
Jedna z ulic

Gdybym miała więcej czasu, udałabym się jeszcze na plac Pontevedra, żeby zwiedzić mieszczące się tam Muzeum Picasso i wdrapałabym się na Monte de San Pedro, gdzie można poczuć się jak na końcu świata 🙂
Z ciekawostek miejskich dowiedziałam się, że właśnie w La Coruñii mieszka czwarty najbogatszy człowiek świata, założyciel Zary, Amancio Ortega. Ciekawe czy udało mi się go minąć na ulicy podczas mojej wędrówki!

Ciacho napotkane po drodze :D
Ciacho napotkane po drodze 😀
Port wieczorem
Port wieczorem

* Maria Pita była bardzo ważną postacią, to bohaterka miejska, która przyczyniła się do obrony La Coruñii przed Anglikami podczas ich najazdu w 1589 r.

  • Justyna Poręba

    Piekne i magiczne widoki! Uwielbiam takie miejsca ktore nie sa eszcze tak popularne wsrod turystow

    • Dzięki wielkie 🙂 Ja też, bo nie trzeba się przepychać pośród tłumów, tylko można naprawdę skorzystać z tego wolnego czasu w nowym miejscu 🙂

  • Pięknie wygląda ta promenada z białymi galeriami 🙂 I na latarnię ja też na pewno bym się wdrapała 🙂 I jak widać, pomimo niepewnej pogody w listopadzie, to na zdjęciach wygląda całkiem ładnie. Z ciekawości – jaka temperatura wtedy była?

    • Oj warto było zaryzykować i jechać 🙂 W ciągu dnia około 15 stopni, wieczorem się ochłodziło, ale jak na spacerowanie, to naprawdę super pogoda 🙂 Dziękuję za odwiedziny!

  • Te szklane budynki rzeczywiście są super. Mądra architektura potrafi się dostosować do miejsca, w którym przyszło jej istnieć 🙂 I fajnie, że miałaś szczęście do pogody. Rzeczywiście o tej porze z tym deszczem bywa bardzo ryzykownie.

    • Dzięki za odwiedziny 🙂 Miałaś okazję być w tamtych stronach? Ja po tej wycieczce naprawdę jestem zachwycona 😀