Podróż na koniec świata – Santiago de Compostela

Podróż na koniec świata – Santiago de Compostela

Grudzień rozpoczęłam, zwiedzając moje niedoszłe miejsca erasmusowe. Kto mnie zna, ten wie, że w momencie wyboru miasta na wymianę miałam wielki dylemat między Santiago de Compostela, La Corunią, a kontrastującym z nimi Kadyksem. Zdecydowałam się więc odwiedzić odrzucone lokacje i sprawdzić, czy podjęłam słuszną decyzję.

Santiago - ulica

Do Santiago de Compostela przyleciałam samolotem, w przeciwieństwie do tysięcy turystów, którzy schodzą się tutaj co roku zwieńczając swoją pielgrzymkę drogą Świętego Jakuba. Byłam tam takim oszukanym pielgrzymem :p
Pielgrzymi w Santiago de Compostela
Gdy pierwszego dnia jechałam z lotniska do centrum miałam wrażenie, że wjeżdżam w jakąś górską miejscowość w Polsce. Wokół mnie lasy, pagórki i kręte, niemalże pionowe drogi (szacun dla kierowcy autobusu). Ze stacji odebrał mnie zaznajomiony na couchsurfingu Hiszpan, u którego się zatrzymałam. Rzuciłam walizkę w kąt i wyszłam na zwiedzanie okolicy.

Rozpoczęłam je od zjedzenia typowych tu potraw: caldo gallego, czyli taki dziwny rosół z kapustą, fasolą i ziemniakami, merluza a la gallega, czyli pieczony morszczuk w charakterystycznym sosie i migdałowa tarta de Santiago na deser.

Caldo gallego
Caldo gallego
Merluza a la gallega
Merluza a la gallega
Tarta de Santiago
Tarta de Santiago

Gdy już udało mi się ruszyć z restauracji, zaczęłam gubić się w szarych uliczkach, których na pierwszy rzut oka jest tu nieskończenie wiele.

Santiago - ulica Plac w Santiago de Compostela img_2811 Domy w Santiago de Compostela

Szybko jednak przekonałam się, że wszystkie drogi prowadzą do Katedry. Jest to najważniejsza romańska budowla w Hiszpanii. Wieże katedry w remoncie, toteż stoi potężne rusztowanie i nie można w pełni ujrzeć jej majestatu, ale jest olbrzymia.

Katedra w Santiago de Compostela
Na placu przed katedrą turyści i pielgrzymi robili sobie zdjęcia, niektórzy, stojąc, niektórzy, leżąc, odpoczywając i chwytając uciekające chwile. Czas uprzyjemniali uliczni muzykanci, którzy grali na instrumencie zwanym gaita gallega. Dźwięki bardzo szkockie, krajobraz także, a to jednak Hiszpania, w co nadal nie potrafiłam uwierzyć.

Katedra w Santiago de Compostela
Katedra w Santiago de Compostela

Rzędy niskich, obdrapanych budynków ciągną się przez całe stare miasto, tworząc ponury krajobraz, ale mimo tego pozornego chłodu czuć jakieś takie wszechobecne ciepło i serdeczność. Być może jest to spowodowane tym, ile pielgrzymów przewija się przez tutejsze uliczki, na tym polega prawdziwa magia tego miejsca. Tyle narodowości, kultur, języków, ludzi, którzy mają jeden wspólny cel: podziękować i odmienić swoje życie, pokonując setki kilometrów wzdłuż północnego krańca Hiszpanii.

Domki w Santiago de Compostela Santiago de Compostela - okno Santiago de Compostela - ulica Odrapane ulice w Santiago

Drugim dniem, który poświęciłam na spacery po Santiago była niedziela. Przeczytałam na oficjalnej stronie katedry, że Botafumeiro, czyli słynna kadzielnica z kilkusetletnią tradycją, działa tutaj podczas niektórych mszy pielgrzyma o godzinie 12.00, więc zdecydowałam się tym rozpocząć mój dzień.

Oto ono, Botafumeiro
Oto ono, Botafumeiro

O ile w Polsce nie przepadam za chodzeniem do kościoła, ta msza bardzo mi się podobała. Odprawiano ją po hiszpańsku, lecz w głębi siebie każdy z obecnych odmawiał modlitwę po cichu, po swojemu, w swoim ojczystym języku. Prośby o modlitwę kolejno wypowiadano w języku francuskim, rosyjskim, angielskim i hiszpańskim. Na znak pokoju wszyscy zaczęli się do siebie ciepło uśmiechać, przytulać i dawać buziaki, co w Polsce byłoby nie do pomyślenia, a wręcz wydawałoby się dziwne i sztuczne. Tu klimat był zupełnie inny, każdy czuł się na mszę zaproszony, czuł, że chce tam być i wysłuchać. Pod koniec odbył się rytuał z kadzielnicą, Botafumeiro już po chwili latało sobie radośnie po głównej nawie katedry, a zapach i dym roznosił się po wszystkich jej zakątkach. Myślę, że będąc w Santiago warto wstąpić do katedry na dłużej, bo to bardzo ciekawe miejsce z bogatą historią.

Później udałam się do Parku Alameda, gdzie jesienne liście spadały z drzew. Słońce przyświecało i w ogóle nie czułam, że mamy już początek grudnia.

Park Alameda Park Alameda - Santiago de Compostela Park Alameda - Santiago de Compostela

Przy wejściu do parku stoją rzeźby dwóch starszych pań nazywanych tu Las Dos Marías. Były to dobrze znane przez miejscowych kobiety, które w latach 50.-60. codziennie przechadzały się po parku w Santiago w ekscentrycznym makijażu i ubiorze, podrywając studentów wracających z zajęć. W rzeczywistości ich zachowanie było spowodowane chorobą psychiczną, której doznały po wydarzeniach mających miejsce podczas Hiszpańskiej Wojny Domowej. Pomnik upamiętnia przykre zdarzenia z ich życia, ale też nie pozwala zapomnieć o tym, co przeszli mieszkańcy Hiszpanii w tamtych czasach.

Siostry Coralia i Maruxa
Pomnik sióstr Coralii i Maruxy
Rzeczywiste zdjęcie sióstr
Rzeczywiste zdjęcie sióstr (źródło:  https://elpais.com/diario/2008/04/17/galicia/1208427509_850215.html)

Pospacerowałam jeszcze trochę, ciesząc się dobrą pogodą, a po południu udałam się ponownie w stronę katedry, żeby wyjść na jej dach. Cała wycieczka z przewodnikiem trwała godzinę, ale jak dla mnie nie była warta swojej ceny. Dowiedziałam się kilku faktów historycznych o katedrze i zobaczyłam panoramę Santiago, ale gdybyście nie mieli czasu na wyjście, nic wielkiego nie stracicie.

Wieża zegarowa w katedrze
Wieża zegarowa w katedrze
Główne wieże od strony dachu
Główne wieże od strony dachu
Widok na jeden z placów pod katedrą
Widok na jeden z placów pod katedrą

Jeśli już mówimy o mieście z góry, warto zwrócić uwagę na kominy w Santiago. Niektóre są dość potężne, przybierają przeróżne formy. W dawnych czasach wielkość komina świadczyła o zamożności jego posiadaczy, stąd taka różnorodność na czerwonych dachach porośniętych mchem.

img_3322 img_3365 img_3366
Wieczorem przeszłam raz jeszcze przez stare miasto, ponieważ wygląda bardzo uroczyście z tymi wszystkimi świątecznymi ozdobami i światełkami. Trzeba przyznać, że w tej kwestii Galicja nie oszczędza i po zmroku czaruje spacerowiczów 🙂

Galicyjskie wesołych świąt :)
Galicyjskie wesołych świąt 🙂
Rozświetlony plac
Rozświetlony plac
Świąteczny urząd miejski
Świąteczny urząd miejski

Czas jak zwykle zleciał mi w oka mgnieniu, trzeba było pakować się i wracać, ale miło, że udało mi się zajrzeć w ten Hiszpański zakątek. Kto wie, może kiedyś rozważę ponowną wizytę w Santiago po przejściu drogi św. Jakuba 🙂

Tarta de Santiago
Tarta de Santiago
Katedra o zmroku
Katedra o zmroku
Churrosy z Galicji
Churrosy z Galicji
Las dos Marías
Las dos Marías
Stoiska z owocami na Starym Mieście
Stoiska z owocami na Starym Mieście
  • Globfoterka

    Ale zjadłabym takiego morszczuka… Przyjemna relacja! 🙂 Lubię takie wypady poza sezonem.

    • Ja się próbuję najeść ryb na zapas, w Polsce będzie mi brakowało tego smaku 🙂
      Dzięki wielkie za odwiedziny!

  • Iza

    Ładne zdjęcia. Słowa płyną i wywołują dobrą energię i spokój. Poczułam klimat miejsca. No i chętnie bym to zobaczyła na własne oczy. 🙂

    • Bardzo dziękuję! Taki też był mój cel, żeby trochę przenieść w tamtejszą rzeczywistość. Gdybyś się kiedyś wybierała i miała jakieś pytania, to chętnie odpowiem 🙂

  • Dominika Pytlas

    Santiago to jedno z moich must see. Ale chyba jednak na nogach 😉
    Ale bym zjadła taką pieczoną rybkę. Mmm… Wygląda zdecydowanie smaczniej niż ta dziwna zupa 🙂

    Pozdrawiam,
    /zwiedzaki.pl.tl

    • Zupa miała faktycznie śmieszny smak, ale zaryzykowałam 😀
      Zapewne po przejściu całego camino ma się większą satysfakcję z tej wizyty 🙂

  • Katarzyna Maniszewska

    Zdecydowanie jest to miejsce warte zobaczenia :). Mam nadzieję, że i mnie się uda w przyszłości przechadzać tymi klimatycznymi uliczkami 🙂

    • Urzeka swoją prostotą, na kilka dni, żeby odetchnąć od codzienności jest w sam raz 🙂