Santander, czyli lepiej przygotować parasol

Santander, czyli lepiej przygotować parasol

Jeżeli ktoś jest znudzony nieustającym słońcem, plażami i sangríą, to zdecydowanie powinien tu przyjechać. Północ jest trochę nie z tej ziemi i to dosłownie.

img_2659

„Podsumowanie” tego, co tu zastałam, pozwolę sobie ująć w poniższych cytatach znalezionych w internecie (zupełnie nie wiem dlaczego, ale wszystko pasuje też do Polski):

“Si aquí hiciese sol, esto sería el paraíso” – “Gdyby świeciłoby tu słońce, byłoby tu jak w niebie”
“En el norte se duerme genial”. – “Na północy śpi się wspaniale” – to dlatego, że temperatury latem nie przekraczają przeważnie 20-25 stopni.
“el agua está helada al principio, pero luego está bueníiiiisima”. – to zdanie pasuje też trochę do polskich wakacji nad Bałtykiem, no bo przecież woda w morzu zawsze jest zimna tylko na początku, a potem jest ok :p
“¡Qué bien se come por aquí!. Es también muy cierto pero… ¿alguien puede decirme un destino español donde se coma mal? – “Jakież dobre tu mamy jedzonko!” – Z tym się zgodzę, ale w zasadzie… w Hiszpanii nie uświadczysz regionu, gdzie jedzenie dobre nie jest 😀

Inna rzeczywistość

Mapa Kantabrii
Mapa Kantabrii

Nadzieja umiera ostatnia. Szczególnie jeśli chodzi o pogodę.
Po przylocie, wieczorem, gorączkowo przeglądałam prognozy na najbliższe dni. Telefon mówi: będzie padać. Internet mówi: będzie padać, ale dopiero od godziny 16.00, czyli mam trochę czasu.

Jako że miasto znane jest  z popularnego banku, rozpoczęłam moją wycieczkę od zobaczenia głównej siedziby Santandera, która mieści się tuż na przeciwko Zatoki.

Oto i on: Banco Santander
Oto i on: Banco Santander

Nieopodal mieści się centrum sztuki, Centro Botín, które ma za zadanie promować kulturę Kantabrii. W środku odbywają się różnorodne wystawy, a dla mniej ukulturalnionych jest kawiarnia gdzie można się czegoś napić 😀

Centro Botín
Centro Botín

Szłam wzdłuż deptaka i radowałam się słońcem. Po drodze minęłam Los raqueros, czyli tajemnicze postaci, które znajdą się na zdjęciach każdego turysty, który odwiedził to miasto.

Los raqueros
Los raqueros

Niewiele osób wie, że to pomnik upamiętniający ubogie dzieci z Santandera, rzucające się do wody w poszukiwaniu na dnie cennych monet wrzuconych tam przez bogatych ludzi. Bogacze robili to w ramach swego rodzaju rozrywki, natomiast dla dzieciaków była to szansa na zdobycie jedzenia. Tak więc miejsce nie jest niczym innym,  jak pamiątką przypominającą o smutnej przeszłości.

Minęłam Puerto Chico, przepełnione małymi łódeczkami i jachtami. W oddali wyrastały góry, na pierwszym planie niższe, pełne zieleni, a dalej skaliste szczyty pokryte śniegiem, na których osiadały leniwie przesuwające się chmury.

Puerto Chico
Puerto Chico

Droga wiodła coraz bardziej pod górę, a krajobraz zaczynał się coraz mocniej zielenić.

Zielona dróżka
Zielona dróżka

Niedługo potem dotarłam do słynnego Półwyspu Magdaleny, na którym mieści się mini zoo z pingwinami, morświnami i fokami.
img_2334

Pingwiny w Parku Magdaleny
Pingwiny w Parku Magdaleny

Im bardziej wchodziłam w głąb, tym mocniejszy wiał wiatr. Dotarłam pod pałac, Palacio Real de la Magdalena, gdzie posiedziałam chwilę na ławce, podziwiając widoki sięgające najmniejszej wyspy w Zatoce Biskajskiej, na której mieści się latarnia, Isla del Mouro.

Statki upamięniające morskie ekspedycje, które wyruszały z Santandera
Statki upamięniające morskie ekspedycje, które wyruszały z Santandera
Widok na Cabo Mayor
Widok na Cabo Mayor
El Palacio de la Magdalena
El Palacio de la Magdalena
El Palacio de la Magdalena
El Palacio de la Magdalena
Isla del Mouro
Isla del Mouro

Otaczał mnie wielki park, pełen sosen i drzew, które akurat gubiły swoje barwne liście. Z trzech stron bezkresny ocean, praktycznie żadnych ludzi i ja 😀

img_2437 img_2461

Udałam się w dalszą drogę deptakiem wzdłuż plaży Camello (jest na niej skała, która podobno przypomina wielbłąda, stąd nazwa).

Czy skała wygląda jak wielbłąd możecie ocenić samodzielnie
Czy skała wygląda jak wielbłąd możecie ocenić samodzielnie

Złapałam autobus, który przewiózł mnie wzdłuż słynnych tu plaż Sardinero. Wywiózł mnie ciut za daleko i musiałam nadrobić trochę drogi.

Była okazja do poszurania liśćmi
Była okazja do poszurania liśćmi

Trasa wiodła dalej pod górę, pojawił się wreszcie lekko wyblakły znak, który poinformował mnie, że Cabo Mayor, gdzie się wybierałam, znajduje się już za 400m.

Zbliżając się do Cabo Mayor
Zbliżając się do Cabo Mayor

Kiedy tylko moje oczy ujrzały oczekiwaną latarnię morską, padł mi telefon, moje jedyne źródło zdjęć. Wtedy też przypomniało mi się, że kabel od powerbanka odpoczywa sobie spokojnie w domu…

Poniższych fotografii nie byłoby wcale, gdyby nie mój upór w poszukiwaniach ładowarki na tym odludziu. Z tego miejsca bardzo serdecznie dziękuję lokatemu Panu z restauracji El Barco, który jako jedyny w tym regionie Santandera posiadał kabel do mojego telefonu 😀

Latarnia morska
Latarnia morska na tle nieba przybierającego niebezpiecznie szare barwy

Gdy tylko bateria nabrała trochę sił do dalszej współpracy, popędziłam znów w kierunku latarni morskiej i klifu wchodzącego w ocean. Nie pożałowałam decyzji, bo widoczki naprawdę zapierały dech w piersiach, klify i wielka woda to mieszanka doskonała.

Zejście na klif
Zejście na klif

Zawsze w takich momentach zdaję sobie sprawę z tego, jak bardzo kocham morza, oceany i dźwięk fal rozbijających się o skały…

img_2478

img_2504

Na prawo klif, na lewo klif
Na prawo klif, na lewo klif

Dotarłam do samego końca i spotkałam tam uśmiechniętą dziewczynę, która zaoferowała, że zrobi mi zdjęcie. Jak się okazało, Ali jest z Madrytu, a do Santandera przyjeżdża odpocząć, bo jej rodzice mają tu wakacyjny domek. Zaczęłyśmy rozmawiać o tym, co mnie sprowadza w te strony. Ali zasmucona tym, że nie znam tu nikogo innego, postanowiła podwieźć mnie do centrum i pokazać miejsce, gdzie można zjeść bardzo dobrą tortillę de patatas w różnych odsłonach.

Tortilla, moja miłość
Tortilla, moja miłość. Tym razem w wersji z tuńczykiem i sałatą.

Tym sposobem udało mi się zjechać do centrum tuż przed spodziewanym deszczem. Przy okazji przetestowałam jak smakuje tortilla de patatas z tuńczykiem i druga, z makaronem rybnym, który jest tu dość popularny. Jeśli kiedyś będziecie chcieli wpaść, miejsce nazywa się El Diluvio. Jedzenie jest naprawdę dobre i można napić się mosto, czegoś pomiędzy winem, a sokiem, co bardzo mi przypadło do gustu 😀
Podpytałam w punkcie informacji turystycznej, czy coś jeszcze powinno zostać zobaczone w okolicy, ale okazało się, że dziś widziałam wszystkie ważniejsze miejsca. Odwiedziłam tutejszy market, w którym można zjeść pinchos (małe kanapki) i napić się piwa, powędrowałam po uliczkach, gdzie odnalazłam katedrę i wskazówki dotyczące szlaku Camino de Santiago. Wtedy właśnie z nieba zaczęły lecieć niewielkie krople deszczu. Odbyła się więc planowana premiera parasola w Kantabrii.

Katedra w Santanderze
Katedra w Santanderze
Miasto znów opustoszało przez deszcz
Miasto znów opustoszało przez deszcz
Jedna z uliczek
Jedna z uliczek

Drugi dzień upłynął mi leniwie. Od rana lał deszcz, więc wędrowałam pod parasolem poznając tutejsze ulice. Jedna z nich zaprowadziła mnie do punktu widokowego, Mirador Río de la Pila. Zazwyczaj dojeżdża tu taka mini kolejka, ale akurat dziś była zepsuta, podobno przez deszcz.

Panorama na Santander
Panorama na Santander

Na chwilę się rozpogodziło i zza wielkich chmur wyszło słońce. Później zeszłam w dół, dotarłam do urzędu miejskiego, gdzie rozstawiono już wielką choinkę. Spacerowałam aleją przy zatoce, podziwiając różne odcienie tutejszego morza i obserwując chmury, z których chwilę później zaczął padać grad…

Między jedną, a drugą ulewą
Między jedną, a drugą ulewą

img_2652

Oryginalne rozwiązanie - parasol dla prania
Oryginalne rozwiązanie – parasol dla prania

img_2663

Kolorowe parasole
Kolorowe parasole

Planując wycieczkę w te strony trzeba zawsze mieć na uwadze przestrogę, którą dali mi Hiszpanie, których poznałam jadąc na lotnisko – chcąc jechać na wakacje na północ, należy przyjechać na dwa, trzy tygodnie, ponieważ przez tydzień zawsze może coś lecieć z nieba :))

Jedno  jest pewne, odwiedzić Santander, chociaż na chwilę, naprawdę warto!

Centro Botín
Centro Botín
  • Malwina Ropel

    Świetny post, czytałam z dużym zainteresowaniem, nie znam w ogóle tej części Hiszpanii, strasznie mnie kręci tylko właśnie boję się pogody. Jednak po tegorocznym lecie na północy Polski boję skę chłodu na wakacjach 😉

    • To jest zawsze dylemat, żeby później naprawdę czuć się wypoczętym po wakacjach :/
      Z tego, co się dowiedziałam od Hiszpanki, u której mieszkam, w tym roku ładniejszy od lata był koniec września-październik, także trzeba polować. Ale jak już się pogoda trafi, to widoki wszystko wynagradzają 😀

      • Malwina Ropel

        dla tych widoków może faktycznie warto przeboleć pogodę, a a nóż się trafi słońce 🙂 Pozdrawiam

  • Podoba mi się wszystko z imieniem Magdalena w nazwie 🙂 a tak poza tym – co tam pogoda, ona nie jest najważniejsza w tak pięknych okolicznościach! Ja się w ogóle pogodą nie przejmuję, jak pada, to trudno, przecież nie będę sobie psuć przyjemnościodkrywania nowych miejsc z tego powodu 😉 Pozdrawiam serdecznie!

    • Mi także się podoba, bo według mnie brzmi bardzo dostojnie 😀
      Zaopatrzyłam się w parasol i starałam się spacerować nawet w deszczu, ale momentami zacina tak, że trzeba się gdzieś schować 🙁 Chociaż ma to swój urok, bo dziś wyszła piękna tęcza! Pozdrawiam i dzięki wielkie za odwiedziny!

  • Pogoda, pogodą ale i tak jest tam pięknie. Hiszpania nadal jest na mojej liście odwiedzin 🙂 Kusisz przeogromnie 🙂

    • Zdecydowanie warto przyjechać chociaż na chwilę! Przez te pogodowe rewolucje nie ma tu też aż tylu turystów, więc można znaleźć osamotnione miejsca i cieszyć się brakiem tłumów, co w wakacje nie jest takie proste 😀

  • Jak można być znudzonym nieustającym słońcem, plażami i sangríą? Nie znam takiego uczucia 😉 Pomimo zmiennej pogody Santander prezentuje się bardzo ciekawie. Fajne miasto, piękne widoki, pingwiny! A te parasole do prania – świetny patent 😀

    • Też się poczuwam bardziej człowiekiem południa i nie znam takiego uczucia,ale a nóż widelec ktoś taki się trafi… Zgadzam się w pełni, na wycieczkę jak najbardziej! Patent można wykorzystać jak ma się za mało przestrzeni w mieszkaniu 😀 Dzięki za odwiedziny 🙂