Na tropie przysmaków

Na tropie przysmaków

Nadszedł czas na najważniejszy post. Wstępnym założeniem było, że będę pisać dużo o jedzeniu, tymczasem więcej piszę o tym, gdzie bywam. Cóż, muszę przyznać, że kulinarna strona zakątka Hiszpanii, w którym się znajduję, nie powaliła mnie na kolana. Jadąc tu i mając świadomość położenia Kadyksu, byłam przekonana, że dzień i noc będę zajadać się świeżymi rybami prosto z targu i przekąskami w formie tortilli te patatas, bo byłam pewna, że teraz w Hiszpanii można ją zjeść już dosłownie wszędzie i wszędzie tak samo dobrą. Niestety, przeliczyłam się 🙁
Na początku mojej wizyty tu kupiłam sobie tortillę na słynnym targu w zakątku gastronomicznym. Była bez smaku i jakaś taka dziwna. Niedługo potem dowiedziałam się, że trafiłam na wegańską wersję, bez jajek. Tak. Tortilla de patatas bez jajek istnieje. Robi się ją z mąki z ciecierzycy i ziemniaków, ale chyba przy tym zapomina dodać jakichkolwiek przypraw, sama nie wiem. Może po prostu jestem już zbyt wybredna :D
Kolejne podejście do tejże potrawy miało miejsce w Jerez de la Frontera, gdzie skusiłam się na montadito con tortilla de patatas, czyli taką sobie kanapkę z najtańszej możliwej białej bułki z marketu. Kosztowało to 2.50€ i pozostawiło we mnie swego rodzaju niesmak i niechęć do podejmowania dalszych prób w kierunku odnalezienia ideału. No ale, do trzech razy sztuka, będę szukać dalej.

Montadito con tortilla de patatas
Rybę na targu rybnym kupiłam do tej pory dopiero raz – za niecałe 200g łososia zapłaciłam prawie 7€. Czasem już bardziej opłacalnym pomysłem wydaje się wyjście do restauracji, gdzie zjeść można za podobną cenę i nie trzeba się szczególnie natrudzić przy przygotowywaniu posiłku. Był dobry, nie zaprzeczę, ale ja się pytam, skąd takie ceny skoro ryb jest tutaj na pęczki?!

Łosoś

łosoś
Kolejna przygoda z dobrodziejstwami oceanu to odwiedzenie miejsca obowiązkowego w Kadyksie, mianowicie Freiduría przy Plaza de las Flores. Słynna knajpka, w której specjalnością są smażone w panierce owoce morza. Kupiłyśmy je na typowy niedzielny obiad wraz z moją współlokatorką. Kalmarów już jak zwykle nie było, zostały nam lokalne chocos, które są odrobinę twardsze i nie podchodzą mi aż tak bardzo. Skosztowałyśmy też kawałków dorsza w panierce i jeszcze jednej śmiesznej ryby, obtoczonej w dużej ilości aromatycznych przypraw. W każdym razie przekonałam się, że to nie moje smaki i te dary Neptuna także nie rozkochały w sobie mojego podniebienia.

Targ rybny w Kadyksie

Chocos
Jeżeli chodzi o restauracje i bary, nie bywam tam teraz jakoś często. Tak się składa, że gdy ja akurat chcę zjeść coś obiadowego, to oni właśnie zamykają i udają się na siestę. A czasem nawet nie ma się za bardzo ochoty jeść. Czystość to nie jest mocna strona w niektórych lokalach gastronomicznych i mówię to poważnie. Zużyte serwetki, papierki, opakowania, po prostu śmieci, które czasem latają po podłodze albo wokół stołów rozłożonych na ulicy jakoś mnie skutecznie zniechęcają do stołowania się na mieście. Byłam w kilku miejscach, które przekonały mnie do siebie od strony estetycznej, ale swojego ideału wciąż nie odnalazłam.
Wczoraj dopełniłam hiszpańskiej tradycji i udałam się na późną kolację do Tapería Er Carnijo. Przyszłyśmy o 20.00, ale trzeba było czekać jeszcze pół godziny na otwarcie kuchni. Tak naprawdę dopiero w okolicach godziny 21.00 miejsce napełniło się ludźmi. Zamówiłyśmy papas aliñas (ziemniaki z tuńczykiem i oliwą; drugie od lewej), ogólnohiszpańskie patatas bravas z dwoma sosamiFlamenquín, który to pochodzi z Kordoby (panierowana roladka z jamón na samym końcu stołu), tortillitas de camarón (placki z małych krewetek pochodzące z Kadyksu; po prawej i lewej), calamares fritos (najlepsze jak zwykle).

Tapas
Ciekawostką jest, że wśród tapas w lokalnych tapas barach królują ziemniaki (nie tylko patatas bravas, ale też ugotowane i podawane na zimno), lasagne (!), a nawet udało mi się odnaleźć grecką moussakę… Są też burgery i inne europejskie wynalazki przekształcone w dzieło kuchni iście molekularnej. Szkoda, bo nie do końca to było celem tego słynnego chodzenia na tapas. Zwyczaj ten wywodzi się z północy Hiszpanii. Tapas dostaje się tam za darmo do zamówionego alkoholu i tak spędza się wieczory, odwiedzając kolejne bary i kosztując różnych przysmaków przy dobrym piwie. Teraz stało się to już komercyjnym chwytem mającym na celu przyciągnięcie jak największej liczby turystów, narzucając często dość wysokie ceny za te małe porcyjki. Poniżej wrzucam jeszcze zdjęcia z innego tapas baru, chyba najlpopularniejszego w Kadyksie – La Columela.

Ensaladilla rusa
Ensaladilla rusa
Croquetas
Croquetas
Salmón
Salmón

Jeżeli chodzi o dobrodziejstwa z piekarni, to zdarza mi się jeść empanadas. Niby pierogi, ale nic wspólnego z naszymi nie mają. Powiedziałabym bardziej, że to takie paszteciki z grubszego, kruchego ciasta albo z francuskiego. Mogą być z warzywami, z tuńczykiem albo kurczakiem i są całkiem niezłe jako drugie śniadanie, gdyby nie to, że kosztują w okolicach 1.50-2.00€ za jedną sztukę.

Byłam też przerażona, że nie dostanę tu pieczywa innego niż pszenna bagietka z supermarketu. Po przeszukaniu piekarni w okolicy okazało się, że owszem, mogę sobie kupić chleb kukurydziany albo nawet pełnoziarnisty, ale za cenę 3-4€ za mały bochenek
Cenowo podobnie mają się ichniejsze drożdżówki, trzeba poświęcić mniej więcej 1.50€ na zakup jakiejkolwiek, a do wyboru mamy wszystko z ciasta francuskiego z nadzieniem z czekolady, marmolady lub budyniu 1:0 dla Polski pod względem smaku). Bardziej opłaci się kupić zestaw śniadaniowy, wtedy za 3€  możemy mieć croissanta z marmoladą, bułkę z tartymi pomidorami (pan con tomate), sok z pomarańczy i kawę.

Croissant

Pan con tomate
Zwycięzcami rankingu dotychczasowych testów kulinarnych są bezapelacyjnie churrosy z gęstą, kremową czekoladą. Taka porcyjka jak na zdjęciu może być nasza za 2.50€, a później będzie się chciało wrócić po jeszcze. Dla spragnionych kalorycznych deserów jest też opcja zakupu całego kilograma churrosków za 8€ :p

Churros
Na targu, nieopodal najlepszych churrerías, możemy dostać świeże owoce i warzywa, które dojrzewały sobie w hiszpańskim słońcu, a nie w ciężarówce, stąd też smak jest zupełnie inny, dlatego arbuzów i mango nigdy zbyt mało!

Arbuz
Wisienką na torcie niech będzie to zdjęcie ukazujące coś, co ma bardzo dobry smak i jest tu naprawdę warte grzechu, a mianowicie kalmar. Czy to grillowany z masłem czosnkowym, czy to w cieście, jest naprawdę bardzo smaczny.

Calamares a la plancha
To chyba wszystko, co udało mi się zebrać na tematy kulinarne jak do tej pory, ale będę dalej sprawdzać, testować i zagłębiać się w tej dziedzinie opisując później, co udało mi się odkryć 😉

  • no my uwielbiamy owoce morza i jak tylko jest okazja, to rzucamy się na nie jak dziki na żołędzie 😉 ciekawy przegląd kulinarny Tobie wyszedł w tym wpisie:)

    • Dzięki za odwiedziny 🙂 Ja za dobre kalmary i krewetki dałabym się pokroić… Chociaż świeżą rybą też nie pogardzę. Pochodzę z Sosnowca, także w Hiszpanii staram się nadrabiać brak dostępu do morza, czy oceanu na co dzień 😀