Pierwsze kroki po Andaluzji

Pierwsze kroki po Andaluzji

Tak się składa, że podczas tego weekendu moje współlokatorki rozjechały się w różne strony, a mianowicie do Malagi i na Gibraltar. Ja zrezygnowałam, ponieważ nie dla mnie takie zorganizowane wycieczki, ale z tej też okazji postanowiłam trochę powspominać mój zeszłoroczny wyjazd. Właśnie w tamtych rejonach odbyło się moje pierwsze spotkanie z Andaluzją.
Wszystko zaczęło się w Maladze, drugim co do wielkości mieście tej wspólnoty autonomicznej. Aż nie mogę uwierzyć, że to było już ponad rok temu.

img_0213

Czasu nie było wiele, na obejrzenie okolicy i pozwiedzanie mieliśmy zaledwie dwa dni. Przyjechaliśmy po południu, zanim zostawiliśmy bagaże w wynajętym pokoju i zjedliśmy paellę w jednej z lokalnych knajpek, zrobiło się dość późno. Wyszliśmy na spacer do centrum miasta, przechadzaliśmy się uliczkami, poznając nowe otoczenie, aż w końcu ujrzeliśmy piękną i majestatyczną katedrę w Maladze, która górowała nad innymi budynkami. Podobno wydany jest oficjalny zakaz, który uniemożliwia budowania czegokolwiek, co byłoby wyższe 😀

img_0234
Poszliśmy jeszcze zobaczyć wybrzeże i popodziwiać przycumowane do brzegu jachty. Po drodze nie mogliśmy się napatrzeć na otaczające nas wysokie palmy o niesamowicie gładkim pniu, dorodne kwiaty hibiskusa i nie tylko.

img_0252

img_0271

img_0280
Akurat jakaś ważna osobistość przypłynęła do portu na swojej luksusowej łajbie i zgromadził się tam tłum gapiów.

img_0284

img_0293

img_0321

Zaczęło się ściemniać, na szczęście temperatura wciąż była wysoka i umożliwiła nam przyjemny wieczór spędzony na plaży la Malagueta. Stamtąd oglądaliśmy oświetloną panoramę na całe miasto, a później udaliśmy się do pokoju, bo kolejnego dnia czekała nas długa wędrówka.
Nazajutrz zjedliśmy śniadanie w lokalnym barze La Merced, mocna kawa i kanapki z tortillą de patatas, żadna wizyta w Hiszpanii się bez tego nie obejdzie 😀

img_0328

Posileni, ruszyliśmy w kierunku twierdzy Alcazaba, którą zwiedzaliśmy chyba w największym możliwym skwarze. Było ciężko, ale dzielnie dotarliśmy na szczyt, do zamku Gibralfaro, by sfotografować pocztówkowy widok na port, corridę i resztę miasta. Jednak morze to jest to, co najbardziej dodaje uroku każdemu miejscu 😉

img_0405

img_0422

img_0423

img_0490
Niestety nie mogliśmy spędzić na górze zbyt wiele czasu, bo bardzo chcieliśmy odwiedzić Muzeum Picassa, jedną z głównych atrakcji Malagi. To tam urodził się ten znany malarz, więc szkoda byłoby przejść obok tego muzeum obojętnie. W środku nie można było robić zdjęć, ale była to bardzo ciekawa wizyta i pozwoliła bliżej poznać słynne dzieła i historie z życia artysty. Nie udało nam się już dotrzeć do muzeum zorganizowanego w dawnym domu Picasso, ale nic straconego, jeszcze kiedyś trzeba będzie tu wrócić!

img_0513

img_0497 img_0534 img_0575

Tempo było ekspresowe i bardzo męczące, ale tak to jest jak czas jest mocno ograniczony. Kolejnego dnia rano mieliśmy już załatwiony autobus jadący do oddalonego o 130km miasteczka leżącego nad Zatoką Algeciras, La Linea de la Concepción.

img_0594

img_0595

Miasto opustoszałe i spokojne. Pocztówki i pamiątki przykurzone leżały w małych sklepikach czekając aż ktoś w końcu zechce je kupić. Przyjechaliśmy trochę nie w porę, bardzo chcieliśmy coś zjeść, ale Południowcy oczywiście mają siestę i wszystko otwiera się dopiero po godzinie 20. Dzień spędziliśmy na plaży i obserwacjach samolotów lądujących tuż przy plaży na lotnisku gibraltarskim.

img_0659
Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło i za ten dzień głodówki wieczorem udało nam się dostać do naprawdę dobrej restauracji z tapasami, które górują w moim kulinarnym rankingu (Bodebar – La Linea). Takich smakołyków jak tam nie jadłam nigdzie przedtem ani potem.

img_0683 img_0680

Udało nam się też trochę pochodzić koło portu, skąd rozciągał się bajeczny widok na oświetloną skałę na Gibraltarze. Już jutro tam będziemy! Nie mogłam uwierzyć, że moje plany zostały zrealizowane, a marzenia stały się rzeczywistością.

Były moje urodziny, ale w tym dniu nie udało mi się pospać. Pełna werwy i ochoty na dalsze wycieczki zebrałam wszystkie potrzebne rzeczy i wyruszyliśmy piechotą do przejścia granicznego. Tuż za nim czekała nas przeprawa przez obserwowany wczoraj z plaży pas startowy.

img_0733Przejście dla pieszych zamyka się, gdy akurat ląduje lub startuje jakiś boeing. Wszyscy robili zdjęcia i obsługa trochę się denerwowała, krzycząc, żeby się pospieszyć z przechodzeniem, bo to nie safari i zaraz przejedzie nas lądujący samolot 😀
Gibraltar, niby należy do Wielkiej Brytanii, ale wciąż wygląda to, jak taka angielska Hiszpania. Są palmy, jest ciepło, a i ruch jest prawostronny, bo na tak małej powierzchni skomplikowanym byłoby go zmieniać na odwrotny.

img_0736

img_0765

Co prawda postawione są angielskie budki telefoniczne, czasem słychać tu angielski, można zjeść fish and chips i płaci się w funtach (ale gibraltarskich! Można je tam wymienić, ale w UK już z nich nie skorzystamy…), ale brakuje tu tego niepowatarzalnego, brytyjskiego, ponurego klimatu 😀
Ruszyliśmy za tłumem turystów przed siebie, na wszelki wypadek kupiliśmy sobie plan miasta. Nie było to aż takie konieczne, bo każdy zmierza w jednym kierunku, czyli pod Wielką Skałę.
Na szczyt można się dostać kolejką linową albo busem, ceny są porównywalne. Można też wdrapać się piechotą, ale w prawie 40 stopniach i pełnym słońcu nie jest to najlepszym wyborem. Wycieczka wagonikiem w górę trwała o wiele krócej, niż stanie w kolejce po bilety na tę atrakcję 😀

img_0785 img_0788 img_0904 Widoki były naprawdę niesamowite. Ten kolor wszech otaczającej wody był niepowtarzalny. W oddali było widać zarys Afryki, a wokół nas hasały sobie słynne małpki, na które jak niedługo potem się przekonałam, lepiej uważać.

img_0911

img_0914
Napstrykaliśmy nieskończoną ilość zdjęć. Postanowiłam, że kupię sobie coś do picia w sklepiku, który znajduje się na szczycie. I to był błąd, bo małpy przyzwyczajone do tego, że turyści zawsze im coś podrzucą, nie znają granic. Przestały się bać ludzi, a zaczęły atakować i kraść torby w nadziei na znalezienie jakiegoś dobrego prowiantu. Ja jedzonka nie miałam, ale za to w torebce były wszystkie dokumenty i pieniądze, z tym że małpy o tym nie wiedziały. Brały, co popadnie i postanowiły na mnie napaść. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, ale muszę przyznać, że nie sądziłam, że te stworzenia mogą być aż tak agresywne i silne…
Od tamtej pory trzymałam się od nich z daleka, zrobiłam jedynie kilka zdjęć z oddali i zaczęliśmy schodzić parkiem w dół. Po drodze udało się uchwycić małpę, której łup się udał, siedziała sobie spokojnie na brzegu jaskini z upolowanym od turystki lodem w czekoladzie 😀

img_0930
Po zejściu ze skały powędrowaliśmy na Europa Point, najdalej wysunięty na południe kraniec naszego kontynentu. Tam mieści się latarnia morska i pomnik upamiętniający wypadek polskiego samolotu na Gibraltarze.

img_1018 img_1024

Złapaliśmy autobus, który dowiózł nas pod samą kontrolę celną. Byliśmy tak wykończeni, że wdrapaliśmy się pod górę do naszego mieszkanka, zjedliśmy arbuza na kolację i momentalnie padliśmy spać.
Kolejnego dnia jechaliśmy jeszcze na ostatnie dwa dni do Marbelli, trochę poplażować. Wrzucę kilka zdjęć, żeby pokazać, jak było, a nie zanudzać, ale wierzcie na słowo, to miejsce jest naprawdę warte odwiedzenia!

img_1084 img_1093 img_20160909_202815 img_1177 img_1167 img_1120