Cicha woda brzegi rwie

Cicha woda brzegi rwie

Miasto, w którym narodził się śpiew flamenco i jedno z trzech miejsc powiązanych ze słynnym trójkątem Sherry w Andaluzji, czyli Jerez de la Frontera. Aktualnie kojarzone z uprawami winogron, dobrym winem z pobliskich winnic i pokazami tańczących koni. Przyjechałam tutaj z moją współlokatorką kolejką z Kadyksu, takim trochę polskim regio, żeby pozwiedzać okolice. Powitał nas biały budynek dworca zdobiony kaflami ze wzorkami typowymi dla andaluzyjskiej ceramiki.

img_9846 img_9845

Z początku nie wiedziałyśmy, w którą stronę ruszyć, by dostać się do centrum, ale po sprawdzeniu na mapie okazało się, że mamy 15 minut piechotą do serca miasta. Prowadziła nas tam dość szeroka ulica, zupełnie bez drzew. Słońce ogrzewało nas coraz mocniej, średnia temperatura wynosiła dziś nieco ponad 30 stopni, tak wygląda tutaj początek października, aż nie wierzę w to, co piszę :D

Szłyśmy spokojnym krokiem obserwując otoczenie, raczej mało fotogeniczne: obdrapane, niezbyt zadbane budynki w bardzo zróżnicowanych stylach, w których dało się dostrzec arabską przeszłość, przecinające się drogi pełne samochodów i skuterów. Miasto nie inwestuje w odnawianie czegokolwiek, bo nie ma w tym żadnego interesu. Turystów nie ma tu zbyt wielu, ale dzięki temu miejsce zachowuje swój oryginalny klimat, jest prawdziwe, a nie przesycone tanią komercją. Na próżno tu szukać mnogich sklepów z chińskimi pamiątkami, czy naganiaczy wciskających turystom różne gadżety.

img_9705 img_9711 img_9713

Przeszłyśmy obok lokalnego targu (na pierwszym zdjęciu u góry), później zobaczyłyśmy jeszcze kościół pod wezwaniem św Jakuba (Iglesia de Santiago).

img_9790 img_9789
Naszym głównym celem była jednak twierdza Alcazar pełniąca niegdyś funkcję pałacu i fotecy zarazem. Gdy dotarłyśmy na miejsce okazało się, że wchodzimy tam dosłownie w ostatniej chwili, bo o godzinie 14.30 zamykają…

img_9720 img_9721

Zobaczyłyśmy dawne urządzenia do drążenia oliwek i produkcji oliwy, meczet, łaźnie z pięknymi gwiazdami wyżłobionymi na suficie, przejście, które odgradzało świat muzułmański od chrześcijańskiego i ogrody przepełnione drzewami oliwkowymi i z granatami.

img_9735img_9750

img_9776 img_9743

Niestety nie udało się nam odwiedzić tutejszej camera obscura, ponieważ wszystkie seanse już się zakończyły. Wyszłyśmy na wieże, aby popatrzeć na wszystko z góry, ale widok nie był zbyt imponujący, to nie ten typ miasta, który brylowałby na tle innych oglądany z lotu ptaka.

img_9757 img_9762

img_9739 img_9740

Żeby poznać jego prawdziwą duszę trzeba by przyjechać tutaj wieczorem, najlepiej zostać do białego rana i wsłuchiwać się w śpiew flamenco dochodzący z pobliskich tapas barów i uliczek. W celu przybliżenia tej wizji udałyśmy się coś zjeść, o dziwo, na chwilę przed zamknięciem na czas sjesty w barze akurat miała występ grupa śpiewająca flamenco! Było cudownie, ale króciutko :(

img_9784

Zjadłyśmy przy barze kanapki z tortillą, przysiedli się do nas Meksykanin i Włoch, którzy studiują muzykę flamenco na tutejszej uczelni. Ich pasja sprowadziła ich do tego miasteczka i postanowili podzielić się z nami tym, co tutaj najważniejsze. Pokazali nam dzielnicę, z której wywodziła się popularna tancerka Lola Flores, jej dom i pomnik.

img_9797

img_9811

Doradzili gdzie najlepiej udać się i kiedy, by posłuchać i wczuć się w ten wspaniały andaluzyjski klimat. I dopiero wtedy dostrzegłam w tym mieście coś zupełnie innego i fajnego, mimo że z początku ta wizyta wydawała mi się moją ostatnią tam, to teraz mam ochotę wsiąść w pociąg i zawrócić, by słuchać muzyki i głośnych rozmów, wczuwać się i żyć tym, co gra w duszy mieszkańcom, a może nawet napić się z nimi tego ich słynnego wina…

img_9798 img_9801