Wpadłam jak śliwka w kompot

Wpadłam jak śliwka w kompot

Przyznaję, że z początku nie wiedziałam o Kadyksie nic poza tym, że leży w Andaluzji.

andalucia-mapa-imagen

Po tygodniu spędzonym tutaj, zastanawiam się od czego powinnam zacząć, bo moje miasteczko mimo małego rozmiaru, ma czym zachwycać. Jego początki sięgają 1100 roku, tym samym jest to jedno z najstarszych miast w Hiszpanii i w całej Europie. To taki mały kraniec świata, chociaż wbrew pozorom położony w dość strategicznym punkcie, jego brzegi oblewa zarówno Morze Śródziemne, jak i Ocean Atlantycki. Przez lata był ulubionym celem ataku Anglików, swego czasu słynął z najważniejszego w Hiszpanii portu, skąd wypływały statki handlowe do obu Ameryk i Afryki umożliwiając wymianę towarów między kontynentami. To stąd w 1493 roku na swoją wyprawę wypłynął Kolumb, to tu w 1812 roku uchwalono pierwszą hiszpańską Konstytucję. Można powiedzieć, że wiele się tutaj działo. Mimo upływu lat Kadyks nie traci swojej świetności, teraz ma bardzo wiele do zaoferowania wszystkim miłośnikom Hiszpanii i nie tylko.

Przy pierwszych spacerach rozkochałam się w tym mieście zupełnie, taka miłość od pierwszego wejrzenia. Chciałoby się tylko spacerować, podziwiać i fotografować. Muszę przyznać, że mam słabość do wąskich, krętych uliczek, szczególnie jeśli zupełnie się nie orientuję gdzie idę, tylko zatracam się w ich plątaninie. To chyba najpiękniejsze, co może się przytrafić w nowym mieście. Jestem trochę zaskoczona, że czytając internetowe wpisy i artykuły, niektórzy wjeżdżają tu tylko na chwilkę, na szybko albo co gorsza, uważają że na zwiedzenie miasta wystarczy jeden dzień… Odnoszę wrażenie, że w Kadyksie nie można się nudzić. Zawsze jest gdzie się przejść, zawsze można pójść na zachód albo wschód słońca i za każdym razem będzie to zupełnie innym przeżyciem, będzie nam towarzyszył zupełnie inny widok i po naszej głowie będą krążyły zupełnie inne przemyślenia.

Oczywiście rozpoczęłam poznawanie Kadyksu jak każdy standardowy turysta, czyli od najpopularniejszej atrakcji, wieży Tavira.

img_9096

Z jej tarasu możemy rzucić okiem na panoramę całego miasta. Prócz wyjścia na szczyt, możemy obejrzeć co i gdzie się dzieje dzięki zamontowanej camera obscura, która na wielkim talerzu w zaciemnionym pomieszczeniu ukazuje nam rzeczywisty obraz w promieniu aż do 100km. Niestety w środku nie można było robić fotografować, ponieważ byłoby to naruszeniem prywatności mieszkańców, ale pokażę zachwycające zdjęcia zrobione z najwyższego punktu w mieście, położonego 41,23m.n.p.m.

img_9017 img_9022 img_9024

Wieże są emblematem tego miasteczka, jest ich tutaj ponad 130. Budynki zwieńczone punktami obserwacyjnymi budowali  kupcy przypływający z Ameryk. W dawnych czasach służyły one temu, żeby każdy mieszkaniec bez wychodzenia z domu mógł zobaczyć co dzieje się w mieście i kontrolować ruch w pobliskim porcie, teraz nadają unikalnego charakteru temu miejscu.

img_9226

Już robiąc zdjęcia na górze, w oddali dostrzec można było potężną złotą kopułę, która wyróżniała się w biało-niebieskim krajobrazie. To Catedral Nueva, na którą także można się wspiąć. Na szczyt Torre de Poniente prowadzi stroma ścieżka, ale naprawdę warto ją pokonać.

img_9216 img_9193 img_9200 img_9202

Widok na całe Stare Miasto i spokojnie opływający je ocean zapiera dech w piersiach i pozostanie w pamięci na długo. Mieliśmy szczęście i udało nam się także załapać na pokaz flamenco, który akurat odbywał się przed katedrą. To niesamowite ile emocji można oddać w tym energetycznym tańcu i jak można poruszyć tym przedstawieniem całe tłumy, nawet jeśli tańczy tylko jedna osoba.

Hisilicon Balong

Po zejściu na dół, nadmorskim deptakiem przeszliśmy do ostatniego punktu wycieczki, w stronę plaży La Caleta, która jest dość krótka, bo ma zaledwie 500m, ale za to niesamowicie piękna. Jej krańce wyznaczają zamki San Sebastián i Santa Catalina. W niewielkiej zatoczce na wodzie unoszą się małe łódki, na których przysiada wciąż spragnione słońca lokalne ptactwo. Na plaży stoi biały budynek, w którym mieści się centrum archeologiczne. To właśnie ta plaża udawała Hawanę w filmie „Śmierć nadejdzie jutro”, ponieważ w Hiszpanii prościej było zdobyć pozwolenia na wykorzystanie wizerunku miasta.

img_20170921_134307

img_9149