Dwa magiczne dni w Barcelonie

Dwa magiczne dni w Barcelonie

img_8725

Lot do Barcelony z Katowic trwa niecałe trzy godziny, a po tym czasie znajdujemy się w zupełnie innym i trochę cieplejszym miejscu na ziemi. Tym razem zatrzymaliśmy się w tym pięknym mieście na krótko i na spacery pozostały tylko dwa dni, ale dobre i to, gdy w Polsce na dobre rozhulała się jesienna pogoda.
Lotnisko El Prat jest wspaniale skomunikowane z centrum miasta, o każdej porze można tutaj złapać Aerobus, który za 5 euro dowiezie nas aż do Plaza Catalunya (można wysiąść też trochę wcześniej).

Nasza wycieczka zaczęła się następnego dnia od przystanku Tetuan, ponieważ akurat tam udało się nam znaleźć zakwaterowanie. Z tego też powodu, jako pierwszy ujrzeliśmy barceloński łuk triumfalny. Wielka, ceglana budowla została wybudowana w 1888 roku i swego czasu stanowiła wejście do popularnego parku La Ciutadella.

img_8515

Teraz, by dojść do parku należy przejść jeszcze deptak, który jest jednym z ulubionych miejsc barcelończyków na rodzinne spacery. Najstarszy park w Barcelonie jest oazą zieleni z gigantyczną fontanną, której strzegą rzeźby gryfów i pochodzi z tego samego okresu, co łuk triumfalny.

img_8540

Spędziliśmy tam trochę więcej czasu, ponieważ złapała nas olbrzymia ulewa. Po jej przejściu, udaliśmy się w stronę Barcelonety, przechodząc obok słynnych wieżowców: Torre Mapfre i hotelu Arts.

img_8566

Szliśmy nadmorską promenadą podziwiając po drodze żaglówki w porcie Olimpic i wielką rybę, słynną rzeźbę Franka Gehry’ego. Po dojściu do barcelońskiej plaży, Barcelonety, zjedliśmy moje ulubione pasta pestoBuenas Migas, siedząc na plaży i obserwując ciekawskie mewy.

img_8598

Po przerwie, nasza ścieżka wiodła dalej, wzdłuż Portu Vell z imponującymi jachtami i żaglówkami. Zrobiliśmy zdjęcia „Twarzy Barcelony” i ruszyliśmy w kierunku pomniku Kolumba, który rozpoczyna Las Ramblas, najdłuższy, kilometrowy barceloński deptak. Tak naprawdę jest to złączenie kilku mniejszych odcinków, z których każdy ma swój indywidualny charakter, ale tylko razem tworzą nierozłączną całość 😉 Czuć tutaj artystyczny klimat i miejski gwar spowodowany zatłoczeniem i dużą ilością kawiarni i restauracji.

img_8627

Odwiedziliśmy popularny targ La Boqueria, który jak zawsze był pełen ludzi, praktycznie do każdego stoiska ustawiały się kolejki. Można tam popróbować lokalnych produktów, czy zaopatrzyć się w jamón iberico, świeże owoce, warzywa i wyciskane soki 🙂 W jednej z uliczek przy La Rambli udało mi się odnaleźć churrerię, w której jadłam churrosy posypane cukrem cztery lata temu, podczas mojej pierwszej wizyty w Hiszpanii i muszę przyznać, że tym razem smakowały tak samo dobrze, oto dowód:

img_8883

Przeszliśmy przez całą La Ramblę, robiąc zdjęcia z mimami, których zdolności zaskakiwały. Jedna z turystek myślała nawet, że Gaudi jest po prostu rzeźbą i zaczęła krzyczeć z przerażenia, gdy ten chciał ją wziąć pod ramię do zdjęcia.

img_8610

Po tym spacerze byliśmy bardzo zmęczeni, dlatego zdecydowaliśmy się wsiąść w metro na Plaza Espanya. Tam wyjechaliśmy na taras widokowy w centrum handlowym Arenas, w którego budynku kiedyś odbywała się słynna corrida, a później wyruszyć na szczyt wzgórza gdzie znajduje się MNAC, czyli Narodowe Muzeum Sztuki Katalońskiej. Stamtąd rozpościera się piękna panorama na całe miasto, a w sezonie działa znana fontanna Font Magica, która zachwyca mieniącymi kolorami. Tym razem niestety fontanny były już nieczynne 🙁 MNAC jest bardzo ważnym miejscem na kulturalnej mapie Barcelony. Nie tylko odzwierciedla tożsamość katalończyków, w swoim wnętrzu gości też potężne kolekcje dzieł szeroko rozumianej sztuki z całego świata. Przy następnej wizycie w Barcelonie koniecznie trzeba będzie znaleźć czas, by odwiedzić te wnętrza.

Bez przygód by się nie obyło, więc szukając ciekawego miejsca z jedzeniem pomyliłam stacje metra, dlatego wylądowaliśmy na Passeig de Gracia, tuż nieopodal słynnych domków Gaudiego, Casa MilaCasa Batlló.

img_8737

Widzieliśmy je tylko z zewnątrz, ponieważ na wejście było już za późno, ale za to niedługo potem zwieńczyliśmy ten męczacy dzień wizytą w Txapela, sieci barów gdzie podają tradycyjne hiszpańskie tapas na bagietce.

img_8742

Drugi dzień był już trochę mniej intensywny. Rano spacerkiem przeszliśmy pod Sagradę Familię. Otaczały ją całe chmary turystów podziwiających wdzięki wciąż budowanej bazyliki, ale udało się zrobić kilka zdjęć na pamiątkę.

img_8777

Wsiedliśmy w metro i pojechaliśmy aż na przystanek Paral-lel, skąd udaliśmy się piechotą na kolejkę prowadzącą na Wzgórze Żydowskie Montjuïc. To była najdroższa atrakacja, na jaką sobie pozwoliliśmy, ale uwielbiam jeździć wagonikami 🙂

img_8879 img_8846

Widoki są zniewalające, a wyjście na górę przy takim mocnym słońcu mogłoby źle się skończyć. Obeszliśmy całe wzgórze dookoła wyszukując zielonych papug w rosnących tam drzewach. Udało nam się je wyśledzić, ale bardzo ciężko było zrobić dobre zdjęcie, bo spryciary chowały się w liściach o identycznym ubarwieniu 😀

img_8877

Zadowoleni z wycieczki zeszliśmy w dół, by dojechać metrem do stacji Liceu i z La Rambla udać się w gąszcz urokliwych uliczek starego miasta, czyli El Barrio Gótico. Przeszliśmy pod Mostem Westchnień i krążyliśmy trochę w poszukiwaniu dobrej kawiarni, by zrobić sobie popołudniową przerwę. Po drodze natknęliśmy się na kościół Santa Maria del Pi. Będąc pod wrażeniem zobaczonych miejsc, wróciliśmy do naszego pokoju przepakować bagaże i przygotować się do kolejnego lotu. Czas zleciał bardzo szybko i wiele zostało jeszcze do zobaczenia, ale mam nadzieję, że chociaż na chwilę udało mi się przenieść Was do tego pięknego miejsca 🙂